GRA O WIELKIE PIENIĄDZE – CZĘŚĆ I

Listopad 6, 2017

Co wspólnego ze spółdzielniami mieszkaniowymi miała złodziejska reprywatyzacja?

Czy słusznie piętnowano Spółdzielnie mieszkaniowe?

O co toczy się tak naprawdę gra?

Na tak postawione pytania postaram się odpowiedzieć w artykule „Gra o wielkie pieniądze”

Chcąc przyjrzeć się obecnej sytuacji politycznej Polski przez pryzmat spółdzielczości mieszkaniowej należy spojrzeć na nią w szerszym horyzoncie czasowym. Przeanalizować ją co najmniej dziesięć lat do tyłu. W tym to okresie spółdzielczość, zwłaszcza tą mieszkaniową, próbowano zdyskredytować pokazując ją jedynie w złym świetle. Wyciągano pojedyncze negatywnie zabarwione sprawy, na których budowano w świadomości społecznej obraz zdeprawowanego świata spółdzielczości mieszkaniowej. Wskazywano palcami, że na jej czele stoją despotyczni i bezlitośni prezesi.

Bito na alarm, wskazując na tysiące skarg mieszkańców, które wpływały do ministerstwa budownictwa nie informując, że jedynie w kilkunastu sprawach zarzuty były słuszne. W prasie ukazywały się artykuły okraszone zdjęciami wyprowadzanych ze spółdzielni, skutych kajdankami, prezesów w asyście policjantów W telewizji puszczano programy o jednostronnym anty spółdzielczym zabarwieniu. Aby dopełnić obraz malowany przez nieodpowiedzialnych polityków i media, należy wspomnieć o organach ścigania, które również wykorzystano w nagonce na spółdzielnie mieszkaniowe.

Dochodziło do skrajnie nieodpowiedzialnych decyzji, których osobiście byłem ofiarą. Został mi bowiem postawiony zarzut popełnienia przestępstwa przeciw dokumentowi. Absurdalność całej tej sytuacji polegała na tym, że na treść owego dokumentu nie miałem żadnego wpływu, a sam dokument był podpisany przez wiele osób, tylko nie przeze mnie. Pomimo, że dowody i świadkowie świadczyły o mojej niewinności prokurator postanowił wytoczyć mi proces. Na szczęście dla mnie sąd zauważył absurdalność całej tej sytuacji. Zostałem uwolniony od stawianych mi zarzutów, i to już na pierwszej rozprawie.

Moja sprawa nie była odosobniona. Należy przypomnieć, że nie zawsze kończyło się tak szczęśliwie, jak to miało miejsce w moim przypadku. Skrzywdzono w ten sposób wiele niewinnych osób. Okres ten wyrył na stałe w mojej pamięci głęboką bruzdę nieufności do Państwa. Dla mnie był to czas polowań na czarownice. Ukazując grozę całej tej sytuacji nie twierdzę, że wszyscy prezesi w spółdzielniach byli czyści jak łza. Oczywiście że nie, jednak ci, którzy okazali się być osobami nieuczciwymi to odosobnione przypadki. Uważam, że wobec ludzi, którzy piastując tak odpowiedzialne stanowisko dopuścili się czynów karalnych, na spółdzielni lub członkach, powinny być wyciągane bardzo surowe sankcje. Są to osoby, które skrzywdziły nie tylko swoich mieszkańców ale również całe środowisko spółdzielcze.

Robiąc mała retrospekcję różnych środowisk zawodowych – od dziennikarskich zaczynając na politycznych kończąc – każdy z nas zauważy, że są tam osoby które mają umoczone ręce w różne nieczyste sprawy. Ale to nie oznacza, że należy piętnować całe to środowisko. Należy potępić czyn i ukarać osobę, która się tego  dopuściła. Dlaczego więc inaczej postąpiono wobec spółdzielczości mieszkaniowej ?

Tam gdzie nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że na pewno chodzi o pieniądze. Przecież spółdzielnie mieszkaniowe są w posiadaniu ogromnego majątku, a jej członkowie posiadają jeszcze większy majątek zamrożony w swoich mieszkaniach. Rynek nieruchomości, którym zarządzają spółdzielnie mieszkaniowe to ogromne dochody generowane przez wiele lat zarządzania tą substancją. Pisząc to, nie mam na myśli miliona ale setki miliardów złotych. Z drugiej strony rynku nieruchomości, w cieniu tych spółdzielczych pseudo afer, po cichu dokonywano ogromnych grabieży majątku państwowego i działy się prawdziwe dramaty. „Złodziejska reprywatyzacja” to nie tylko zagrabiony majątek, zdeprawowani urzędnicy, niesprawny wymiar sprawiedliwości ale również zbrodnie dokonane na ludziach.

Czy ktoś słyszał, aby media, w tym czasie, w mocny i zdecydowany sposób, stanęły po stronie masowo wyrzucanych na bruk lokatorów? Ten haniebny proceder objął mieszkańców około 4 tys. mieszkań! Czy stawały one w obronie lokatorów, którym w bezwzględny i bezczelny sposób podnoszono czynsze do niewyobrażalnych kwot, których zastraszano, bezprawnie włamywano się do mieszkań? Nie, poza małymi wyjątkami media milczały. A jak zachowywali się politycy. Również milczeli, łącznie z panią obecnie senator a wcześniej poseł, która bardzo chętnie promowała się w mediach publicznie występując przeciw spółdzielniom mieszkaniowym. Natomiast tam gdzie rozgrywały się prawdziwe dramaty rozkradany był majątek, wyrzucani na bruk byli ludzie – w ich obronie nawet nie ruszyła najmniejszym palcem.

Nie sądzę aby był to przypadek. Być może nie pozwolono jej uderzać w kolegów, a jej obsesyjne zacietrzewienie wobec spółdzielni zostało wykorzystane do przysłonięcia prawdziwie przestępczych działań. Będąc tubą anty spółdzielczych działań stała się zasłoną dla przestępców. Nasuwa się w takim razie następne pytanie, po co tak naprawdę  cały ten cyrk zorganizowano?  cdn.

Część II artykułu przeczytasz tutaj

Dodaj komentarz

Copyright © Paweł Zieliński