Spółdzielnie mieszkaniowe: nierzetelne dziennikarstwo

Wrzesień 15, 2017

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że polskim dziennikarstwem zawładnęła wszechogarniająca komercja. Wystarczy przeczytać parę artykułów na temat noweli ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, które we wrześniu się ukazały i można zauważyć, jak wyłazi z nich sztampowość. Autorzy tych artykułów piszą o tej ustawie, jako o panaceum na bolączki ogarniętej patologią spółdzielczości mieszkaniowej i bicz na złowrogich prezesów trzymających się kurczowo swoich pozycji i stołków. Mogę zrozumieć, że mało poczytne gazety szukają rozgłosu, ale „Gazeta Prawna” nie powinna brać w tym udziału. Marka gazety zobowiązuje do utrzymania pewnego poziomu, poniżej którego nie powinno się schodzić. No cóż, pani Joanna Pieńczykowska, nie oparła się też pokusie judaszowych srebrników, i postawię tezę, że nie czytając ustawy napisała artykuł „Spółdzielnie mieszkaniowe: Członkowie silniejsi kosztem prezesów”.

Jakże śmieszne i groteskowe stają się wnioski wyciągnięte przez autorkę, w zestawieniu z samą nowelą ustawy. Bo, jak można napisać, że nie będzie można już dopisać do listy członków osób, które nie mają prawa do lokalu, kiedy jest to nieprawda. Członkami spółdzielni, i to z mocy prawa, stają się osoby posiadające prawo do miejsca postojowego w garażu wielostanowiskowym. A od kiedy to miejsce postojowe ma walory lokalu?
Nowela ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, zdaniem pani Pieńczykowskiej, ma doprecyzować przepisy. Przepis dotyczący uczestnictwa członka spółdzielni w walnym zgromadzeniu poprzez pełnomocnika był i jest dobry. Zmiana polega na tym, że przepis w tym zakresie nie jest już kształtowany przez statut, który mógł w tym względzie wprowadzić swoje uregulowanie. Natomiast problem leży, gdzie indziej, w doprecyzowaniu formy tego pełnomocnictwa. W nowelizacji ustawy nie ma nic na ten temat. Jeżeli przyjąć najprostszą z form tzn. pismo z podpisem osoby udzielającej pełnomocnictwo, to jak i kto ma zweryfikować prawdziwość tego pełnomocnictwa? Czy nie przyczyni się to do działań patologicznych? Jeżeli forma ta może być bardziej złożona, np. poprzez podpisanie pełnomocnictwa w obecności pracownika spółdzielni, to czy nie będzie to kwestionowane przez członków? A co na to sądy?
Następna kwestia to wykluczenie, wykreślenie i wystąpienie z członkostwa. Dotychczas rada nadzorcza mogła wykreślić lub wykluczyć członka spółdzielni, natomiast członek spółdzielni mógł odwołać się od takiej uchwały do walnego zgromadzenia. Z chwilą, kiedy złożył pismo z odwołaniem w spółdzielni, członkostwo było przywracane (z mocy prawa) do momentu podjęcia decyzji przez walne zgromadzenie. Bardzo często zdarzało się, że jeżeli taki członek spółdzielni mieszkaniowej przyszedł na walne zgromadzenie i wytłumaczył się, to uwzględniano jego odwołanie. I to wszystko nic go nie kosztowało, zupełna darmocha. Jeżeli nie, to miał prawo odwołać się do sądu i do momentu prawomocnego rozstrzygnięcia, członkiem spółdzielni pozostawał. Proszę zwrócić uwagę, że prawo w tym względzie nie pozwalało skutecznie pozbawić członka członkostwa, jeżeli chciał on wykorzystać wszystkie swoje uprawnienia. W ostatecznym rozrachunku mógł to zrobić dopiero sąd. Członek miał prawo też zrezygnować ze ścieżki wewnątrzspółdzielczej i od razu skierować sprawę na drogę postępowania sądowego. Chciałbym zauważyć, że nowelizacja ustawy wyeliminowała postępowanie wewnątrzspółdzielcze w zakresie wykluczenia i wykreślenia, kierując spółdzielnie i jej członka od razu na drogę sądową, która niestety, ale jest kosztowna. Przypomnę, że w poprzednim reżimie prawnym członek miał taką możliwość. Teraz robi to za niego spółdzielnia, o czym zainteresowany może nawet nie wiedzieć. Dlatego tłumaczenie ludziom, że nowelizacja ustawy poprawiła ich sytuację prawną, pod względem ochrony ich uprawnień członkowskich, jest pisaniem nieprawdy.
Fundusz wpisowy i udziałowy zgodnie z definicją są zasadniczymi funduszami spółdzielni. One to tworzą kapitał spółdzielni, a fundusz zasobowy stanowi o kondycji i majątku spółdzielni. Tylko, że nowela ustawy, w spółdzielniach mieszkaniowych odcięła podstawowe źródło finansowania tych funduszy w postaci wpisowego i udziałów. Nie trzeba być Einsteinem, aby przewidzieć, że w końcu doprowadzi to do wyczerpania kapitału spółdzielni i ich upadku. Zwłaszcza dotyczy to mniejszych spółdzielni nie prowadzących działalności gospodarczej.
Rozliczenie funduszu remontowego, w postaci jaki wprowadziła nowelizacja ustawy, to jest skandal. Przede wszystkim, rozliczenie funduszu remontowego z właścicielem, który zbył lokal lub wystąpił z członkostwa oblicza się się na zasadzie wysokości udziału we współwłasności. Oznacza to ni mniej ni więcej, że właściciel który nabył lokal i w następnym miesiącu go sprzeda, nie wpłacając ani grosza na fundusz remontowy, staje się właścicielem środków zgromadzonych na funduszu remontowym przez całą nieruchomość w wysokości posiadanych udziałów we współwłasności. Mało tego, kiedy sprzeda lokal, nowy właściciel nie ma obowiązku uzupełnić środków wypłaconych poprzedniemu właścicielowi. W ten sposób są okradani, w majestacie prawa mieszkańcy, takiego budynku.
Szanowna Pani redaktor, proszę zwrócić uwagę, że odniosłem się tylko do kwestii poruszonych w Pani artykule, a mógłbym jeszcze tak długo i zapewniam, że dalej wcale nie jest lepiej. Przepisy, które miały poprawić sytuację członków spółdzielni, tak naprawdę ją pogarszają, a prezesom spółdzielni przysparzają kolejnych kłopotów i tak naprawdę zmuszają do działań, którymi muszą bronić członków swoich spółdzielni. Ten artykuł nie jest w obronie prezesów, bo proszę mi wierzyć oni tego nie potrzebują, ale członków spółdzielni i samych spółdzielni mieszkaniowych. Bo za słowem członek spółdzielni, kryją się konkretni ludzie, którzy są okłamywani i manipulowani, między innymi w artykułach prasowych nierzetelnych dziennikarzy.

Na temat nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych można również przeczytać w moim artykule „Problem prezesów„.

Dodaj komentarz

Copyright © Paweł Zieliński